W ostatnich tygodniach zebrało się sporo śladów obecności naszych płyt w różnych periodykach – podsumujmy.

Najpierw to, co na papierze. Najnowszy numer magazynu Lizard to prawdziwa uczta dla fanów SBB. Obszerny wywiad z Józefem Skrzekiem, poradnik kupującego, krytyczny tekst o studyjnych płytach z roku 1977, omówienie naszych nowych reedycji podstawego katalogu tria i wreszcie obszerna recenzja albumu „Z miłości jestem – live”, którego jesteśmy dystrybutorem (jak pisze Piotr Chlebowski: Ważne, że ten koncert zostanie z nami albo raczej w nas). Jest tez kilka recenzji płytowych naszych wydawnictw: „Brzdęk” (8/10, Jakże oni grali!), Electronic Division (7/10, Po płytę śmiało mogą sięgnąć nie tylko miłośnicy syntezatorów i nostalgiczni pięćdziesięciolatkowie), Jerzy Grunwald i En Face (5/10) i Czterej pancerni i pies (6/10). Aktualny numer Lizarda dostępny jest bezpośrednio u wydawcy. O „Brzdęku” pisze także nowe Jazz Forum – piórem Daniela Wyszogrodzkiego, który odnotowuje, że na płycie znajdziemy wykonawców, których muzyka uległaby całkowitemu zapomnieniu, gdyby nie kolekcjonerski zapał Michała Owczarka, dziennikarza znanego z audycji „Ze szpulowca bigbitowca”.

Album SBB „Z miłości jestem – live” był płytą tygodnia Radia Zachód, a „Słupy milowe” Kwartetu Jana Ptaszyna Wróblewskiego – płytą tygodnia RadiaJazz.FM. Powiązany z radiem internetowy (ale i papierowy) magazyn JazzPress opublikował z tej okazji recenzję płyty autorstwa Rafała Garszczyńskiego, który pisze, że w zasadzie o takich albumach nie powinno się pisać, wystarczy posłuchać. (…) Zawartość muzyczna albumu nie pozostawia oczywiście wątpliwości, to autorska płyta Ptaszyna, jednak to również jedno z najlepszych nagrań w całej karierze Marka Blizińskiego. (…) Jeśli istnieje słowiański blues, to ten album jest jego najlepszym przykładem. Ptaszyn Wróblewski i Marek Bliziński tworzą razem jakość nieosiągalną dla wielu amerykańskich mistrzów, w dodatku swoich solówek nie opierają na znanych amerykańskich melodiach, ale na autorskich kompozycjach lidera. Oby więcej takich fantastycznych odkryć, które dzięki wysiłkom GAD Records trafiają do tych, którzy pamiętają koncerty w podobnych składach i tych, których wtedy nie było jeszcze na świecie. Ten album, mimo że powstał czterdzieści lat temu będzie dla mnie jednym z najważniejszych w 2021 roku. Całość do przeczytania tutaj.

I jeszcze portal RockArea, gdzie Robert Dłucik opublikował recenzję albumu „Pori Jazz 72” formacji Jazz Q, oceniając album 10/10! Zaledwie cztery utwory, ale ileż wspaniałych dźwięków! Oby więcej takich „wykopalisk”, nie tylko z fińskich zasobów! Obiecujemy, będą.